Instagram
follow me on Pinterest
follow on Bloglovin





autorka bloga:

AGATA ZIÓŁKIEWICZ



KONTAKT piece_of_glass(at)gazeta.pl



Zawartość bloga: notki, wybór tematów oraz zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, z wyjątkiem tych których jestem autorką. Zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note:
I do not have any rights to most photos featured on this page apart from those I took myself. All photos are credited to their rightful owners.




BLOG JEST AMBASADOREM
ŁÓDŹ DESIGN FESTIWAL 2015

Łódź Design Festiwal




polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
środa, 22 października 2014
B jak Bauhaus

W zeszłym roku wydawnictwo Karakter zapraszało do poznania „Języka dizajnu”, dziś każe się uczyć alfabetu współczesności, zaczynając od litery B jak Bauhaus. To już druga książka Deyana Sudjica jaką polski czytelnik ma możliwość przeczytać. Pięknie wydana, w twardej oprawie, z intrygującą okładką. „B jak Bauhaus”

 

fot. Agata Ziółkiewicz/piece_of_glass

Można zacząć od nowszej pozycji, choć tom jest solidny i nie nada się na lekturę w drodze. Niemniej czyta się znakomicie, a rozdziały są niedługie, dlatego można ją polecić nawet czytelnikowi który jest osobą niezwykle zajętą. Z kolei „Język rzeczy”, dzięki swojemu niewielkiemu formatowi, można zabrać ze sobą i czytać w dowolnej wolnej chwili, w autobusie czy w pociągu. Nie ma jednak znaczenia w jakiej kolejności zaczniemy naszą znajomość z Sudjicem, czy od „Języka rzeczy” czy od „B jak Bauhaus”. Oba tomy są równie ciekawe i warte przeczytania. Dla kogoś kto interesuje się projektowaniem - rzecz obowiązkowa.

„B jak Bauhaus” to nie tyle swoisty alfabet designu (bo nie tylko o projektowaniu jest tu mowa), ile alfabet naszych czasów, jak zresztą głosi podtytuł: A jak autentyk, B jak Bauhaus, C jak cztery kółka. Alfabet współczesności. Alfabet to dość specyficzny, charakterystyczny, naznaczony silnie osobowością autora, niemniej, jak się zdaje, bardzo potrzebny dla głębszego zrozumienia współczesnego świata.

O czym jest „B jak Bauhaus”? To książka o designie, projektowaniu, w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu. Przeczytamy tu teksty poświęcone projektowaniu użytkowemu, ale także architekturze, modzie, sztuce, motoryzacji, lotnictwu, kolekcjonowaniu. Mam kilka swoich ulubionych rozdziałów, do których z pewnością będę powracać i sądzę, że każdy czytelnik takie mieć będzie, bo spectrum tematów jest spore. 

 

fot. Agata Ziółkiewicz/piece_of_glass

W książce poczytamy nie tylko o przedmiotach i projektantach, ale także o ideach które za nimi stały i które ze sobą nieśli. 
Czasem w kilku słowach, dwóch trzech akapitach, czasem w całym rozdziale. Są to opowieści (przeważnie) naprawdę zajmujące i fascynujące, pokazujące skomplikowane nieraz sploty okoliczności i powiązań pomiędzy tym co się działo na świecie (w sensie społecznym, politycznym, historycznym czy obyczajowym), a tym co powstawało w głowach i pracowniach projektantów, architektów, konstruktorów, wynalazców.

Właściwie w tej książce każdy znajdzie coś interesującego. W książce czytamy o krzesłach, samochodach, domach, samolotach. Jest o funkcji, ornamencie, logo i narodzinach nowoczesnej kuchni. Jest o Habitacie, i o tym jakie znaczenie ma indywidualizm i autentyzm. Są także projektanci: Hella Jongerius, Ron Arad, Philippe Starck, Dieter Rams, Terence Conran, by wymienić tylko kilku.

Czytając można skupić uwagę na historii przedmiotu albo na opowieściach o ludziach. Można śledzić losy pewnej idei albo zastanowić się nad tym jaka jest nasza nowoczesność czy ponowoczesność, co ją ukształtowało, jak się zmienia, co ze sobą niesie.

Teksty czyta się z dużą przyjemnością, która wynika ze spotkania z ogromną erudycją autora, ale także ze sposobu w jaki pisze. A pisze lekko acz treściwie, jest tu dowcip, ironia, czasem drobne złośliwości. Autor nie stroni od prezentowania prywatnych opinii, historii czy nawet słabości. Przyznaje, że nie zna się na cyfrowym świecie, co jednak nie powstrzymuje go od napisania rozdziału na temat designu gier komputerowych. Jest autentyczny i niczego nie udaje. Choć mógłby przyjąć zupełnie inny ton, jest bowiem osobą znaną i cenioną. Dejan Sudjic jest dyrektorem londyńskiego Design Museum, cenionym krytykiem designu.

 

fot. Agata Ziółkiewicz/piece_of_glass

„B jak Bauhaus” - niedobrze, pomyślałam czytając po raz pierwszy zapowiedź tej książki. Nie jestem fanką Bauhausu, wydaje mi się nieludzki i zbyt abstrakcyjny, wykoncypowany. Okazało się, że rodział o Bauhausie to jeden z ciekawszych, a sama książka jest, w mojej subiektywnej opinii, rewelacyjna. I jeśli miałabym dodać łyżkę dziegdziu i czegoś się przyczepić to wyrzuciłabym może ze dwa rozdziały, a przede wszystkim uzupełniłabym tę publikację o ilustracje, zdjęcia. Choć to minus, który zarazem może być i plusem: tekst zaprasza (by nie powiedzieć zmusza) do poszukiwań, dociekań, własnych odkryć.

 

fot. Agata Ziółkiewicz/piece_of_glass
 
I like design na facebooku - zapraszam.  

Wydawnictwu Karakter bardzo dziękuję za książkę.

15:14, piece_of_glass , book
Link
środa, 10 września 2014
wnętrze i styl

trzymam w rękach katalog Homebook design 2014. publikacja prezentuje wybrane projekty polskich architektów wnętrz, którzy współpracują z platformą Homebook.pl. 
na blisko 200 stronach obejrzeć możemy wnętrza mieszkań, domów, apartamentów. przeważnie są to wnętrza nowoczesne, choć wiele z nich zawiera odniesienie do przeszłości. widać też, że projektanci odrabiają lekcje z designu: sporo tu modnych lamp i mebli. 

 

fot. Agata Ziółkiewicz

no tak, ale. musi być to ale. 
przeglądam, przeglądam i powiem szczerze: nie za bardzo podoba mi się to co widzę. to znaczy, może powiem tak: nie zachwyca. a mogłoby.
tak, wiem, to tylko fragment tego co się w Polsce projektuje i realizuje. tak, wiem, że często to klient de facto decyduje o ostatecznym kształcie projektu wnętrza.
generalnie nie jest źle, nie zrozumcie mnie niewłaściwie. z tym, że o ile wnętrza są, to stylu tam za mało. powiedziałabym, że często jest bezstylowo.

a teraz mała dygresja.
gdzie szukamy inspiracji? na blogach, w magazynach wnętrzarskich, w sklepach.
skąd blogi wnętrzarskie biorą swoje treści? z innych blogów, magazynów, z materiałów prasowych, a także tworzą swoje własne aranżacje. ale także garściami czerpią z... agencji nieruchomości.

aaaa, home staging - powiecie. no właśnie. sprzedaj swoje wnętrze, sprzedaj swój projekt! ale oprócz tego, że agencje rzecz jasna chcą sprzedać dom czy mieszkanie, to okazało się, że potrafią też inspirować mnóstwo ludzi, pokazując im jak można ładnie i funkcjonalnie urządzić dom. przykłady? Stadhem albo Fantastic Frank. ten ostatni zaprasza nawet gości: blogerów, projektantów, stylistów, po to, by urządzili dla nich wnętrza. w agencji wiedzą, że to, jak będzie wyglądało mieszkanie, jak będzie wyglądał projekt, zadecyduje o zainteresowaniu, o sprzedaży. mają też świadomość, że stają się czymś więcej: źródłem inspiracji.

 

 

 

fot. Agata Ziółkiewicz

dlaczego o tym piszę? ponieważ zauważyłam już jakiś czas temu (przeglądając od czasu do czasu magazyny wnętrzarskie), że brakuje u nas... stylistów. dobrych stylistów. brakuje wyczucia koloru, detalu, proporcji. brakuje wyczucia w zestawianiu przedmiotów, materiałów, a nawet mebli. brakuje stylu.

powróćmy zatem do katalogu Homebook, który, jak rozumiem, ma być inspiracją, ale i formą prezentacji dla architektów wnętrz.
moim zdaniem, wiele przestrzeni tu pokazanych grzeszy właśnie brakiem stylu. mało tego, oglądamy prezentacje różnych wnętrz, ale niejednokrotnie wyglądają one na zimne i niezamieszkałe. a w opisie czytamy, że są to projekty zrealizowane na konkretne zamówienie, dla konkretnych klientów, a tymczasem na załączonych zdjęciach często ani śladu po tym kim są, co robią, co ich interesuje. o wrażeniu ogólnym stanowią szczegóły, a często w ogóle nie zwraca się na nie uwagi. to miejsca tylko do oglądania, a nie do mieszkania, do życia. a chcemy przecież zainspirować, chcemy się też dobrze zaprezentować. to jak to jest?
 

 

fot. Agata Ziółkiewicz

drodzy projektanci: przemyślcie temat. to poważna sprawa.
realizując prezentację swojego projektu zadbajcie o stylistę z prawdziwego zdarzenia oraz dobrego fotografa wnętrz.  
i mam nadzieję, że już niebawem oczy będą cieszyć polskie wnętrza, w których się mieszka ładnie, wygodnie i funkcjonalnie i które rzeczywiście będą inspirować. 
bo oglądać piękne i drogie apartamenty można, tylko ile z nas tam zamieszka? 

ps. wybrane przeze mnie zdjęcia katalogu są wyjątkiem potwierdzającym regułę o której piszę. 


Homebook.pl dziękuję za udostępnienie katalogu.

14:35, piece_of_glass , book
Link
środa, 09 lipca 2014
w domu. krótka historia rzeczy codziennego użytku

„W domu. Krótka historia rzeczy codziennego użytku” Billa Brysona to opowieść wcale nie krótka, niemal 500 stron tekstu, pełna odkryć małych i dużych, często zaskakujących. Historia przedmiotów, ale i ludzi. Przemian nie tylko społecznych, ale i obyczajowych. 

Bill Bryson zaprasza nas do domu. Swojego domu, na starą plebanię, której wnętrza i zakamarki służą mu za ramę opowieści o tym jak niezwykle zmienił się świat, zarówno w skali mikro jak i makro. Bowiem wychodząc z angielskiej prowincji, a mając w zanadrzu swoje amerykańskie pochodzenie, autor zabiera nas w podróż, dzięki której dowiemy się mnóstwo i docenimy to co mamy, nasze cztery kąty, choćby najskromniejsze.

 


Niełatwo jest napisać recenzję książki tak bogatej, pełnej faktów, szczegółów, ciekawostek. To tom popularno-naukowy w najlepszym tego słowa znaczeniu. Szerokie horyzonty autora, ogrom wiedzy, niezwykła dociekliwość, a także przenikliwość i inteligencja sprawiają, że książkę czyta się znakomicie. Jednak nie polecam lektury jednym haustem, dobrze jest sobie tę wiedzę dozować, mało tego - uzupełniać własnymi poszukiwaniami, choćby fotografii czy rysunków ilustrujących czytany tekst. Spróbuję napisać co „W domu” można znaleźć, ale jako że książka spora, to i skrót nie będzie krótki. 

Rozdziały książki to kolejne pomieszczenia na plebanii. Są one zaledwie pretekstem do rozpoczęcia opowiadania. Ale zanim historia się zacznie, ustalamy czas i miejsce akcji. Rok przełomowy - 1851. Odwiedzamy legendarny Crystal Palace i Wielką Wystawę, która stała się symbolicznym początkiem nowej ery w dziejach ludzkości, nadejściem rewolucji przemysłowej, ale też i społecznej, obyczajowej. Miejsce: Anglia, choć tak naprawdę zjedziemy świat wzdłuż i wszerz. Warto jednak pamiętać czytając tę książkę, że jest ona napisana z perspektywy brytyjsko-amerykańskiej, co oznacza, że wiele kwestii wyglądało nieco inaczej na kontynencie, o czym wspomina się w posłowiu.

 


Wejdźmy zatem w zacne progi angielskiego domostwa. Z holu autor zabiera nas do średniowiecza, by zajrzeć do początków domu. Poprzez historię podłogi, okien i drzwi zaprowadzi nas do pałaców. 

W kuchni czeka na nas opowieść o jedzeniu, która jednak zaczyna się przewrotnie: czytamy m.in. o tym jak oszukiwano na chlebie. Chwilę później chłodzimy się lodem i tym jak można było na lodzie zarobić fortunę, po czym wynika ważny temat przechowywania żywności. Na kolejnych stronach: jak przygotowywano posiłki, jak gotowano, co jadano czyli wyczerpująco o wiktoriańskich obyczajach kulinarnych.

Pomywalnia i spiżarnia to domena służby i to im właśnie poświęcony jest rozdział piąty. Przeczytamy w nim o ogromie prac jakie wykonywała służba: pranie, sprzątanie, gotowanie... wszystko ręcznie, wszystko z najwyższą starannością. A stosunki z pracodawcami pozostawiały wiele do życzenia.

Następnie, przechodząc do kolejnego pomieszczenia, zatrzymujemy się dłużej przy skrzynce z bezpiecznikami. Tak, będzie o elektryczności i o tym jak przez bardzo długi czas radzono sobie bez niej.

Rozdział siódmy to salon, czyli o wygodzie. Choć zaczyna się tematem uprawy roli i hodowli zwierząt, powoli przechodzi do fascynującej opowieści o niezwykłych cudach architektury, które łączyły w sobie sztukę i ekstrawagancję, odwagę i szaleństwo. I choć większość nie przetrwała do dziś, to wciąż pobudzają wyobraźnię. Blenheim, Fonthill Abbey, Strawberry Hill. Znajdziemy tu także słów kilka o rodzajach drewna i ich zastosowaniach, tak, i o formach mebli też (pan Chippendale się kłania).

Przechodzimy do jadalni. Wprawdzie temat jedzenia już poruszono, ale tym razem czeka nas pasjonująca podróż w świat przypraw i odkryć geograficznych, co ściśle się ze sobą łączy. Sól, pieprz, cukier, a także inne przyprawy. Jaką dietę stosowano, jakie znaczenie miały witaminy a raczej ich brak, a także inne pierwiastki. Skąd się wziął zwyczaj picia kawy, a skąd dotarła herbata? XIX wiek to czas uginających się stołów, ale nie tyle od ilości jedzenia, ile rozmaitości porcelany, przeróżnych elementów zastawy stołowej, co wiązało się też ze skomplikowaną etykietą przy stole.

Z jadalni kroki kierujemy do piwnicy. W tym rozdziale czeka nas krótka historia materiałów budowlanych. Gdzie i jak wynaleziono wodoodporny beton? Jak wykorzystywano drewno, cegły, kamień. Co przyniosły ze sobą żelazo i stal?

Odpowiedź znajdziemy w... korytarzu. Rozdział dziesiąty zaczyna historia, nieco odmienna od tej oficjalnej, pana Eiffela i jego słynnej wieży. A z Paryża przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, które w szalonym tempie wyrastają na światowe imperium. Dzieje się to dzięki stali. Rodzą się wielkie fortuny, rodzi się bogactwo Amerykanów, którzy wkrótce przejmą pokojowo władzę jeśli nie nad światem, to przynajmniej nad Europą. Pokojowo to znaczy poprzez pieniądze, sieć interesów i małżeństw z biedniejącą arystokracją brytyjską. W tym rozdziale dowiemy się też o tym jak wynaleziono telefon.

Z wielkiego świata wracamy na plebanię i oto jesteśmy w gabinecie. Ale nie spodziewajcie się przyjemnych tematów. Strony zapełniają myszy, szczury i całe mnóstwo innych stworzeń „domowych”. Jest o pluskwach, wszach, zarazkach różnego rodzaju. Jest też o ćmach, szarańczy i nietoperzach. I jest, wbrew pozorom, bardzo ciekawie.

Ale wyjdźmy na świeże powietrze, do ogrodu. Kolejny rozdział zaznajomi nas z tematem ogrodnictwa i architektury ogrodowej. Od poszukiwania nowych gatunków roślin, poprzez trawniki, nawozy, aż po cmentarze i parki. 

A skoro na zewnątrz piękniało, to i wewnątrz także. W pokoju śliwkowym czeka nas opowieść o architekturze, aranżacji i dekoracji wnętrz. 

 

fot. piece_of_glass/Agata Ziółkiewicz

Schody to najbardziej niebezpieczna część domu. Zresztą, nie tylko schody rodziły zagrożenia zdrowia i życia. Niechlubną kartę zapisały też tapety i farby, które podtruwały i zatruwały życie mieszkańców domów.

Zrobiło się trochę strasznie, prawda? Ale oto jesteśmy w sypialni. Tu gdzie ludzie się rodzili i gdzie umierali. Łóżko to podstawowy element tego wnętrza. Jak spano, gdzie, z kim? O tym w tym rozdziale. A skoro sen to i seks. Ale przyjemności tu niewiele. Wszystkiemu winne obyczaje. Mało tego, przeczytamy naprawdę przerażający wycinek z długiej (i wciąż nienapisanej) historii kobiet: o braku znajomości anatomii i fizjologii, o chorobach, operacjach, znieczuleniu czy raczej jego braku. Historia zdrowia i choroby dotyczy też mężczyzn i niejednokrotnie włos się jeży na głowie. Kończyło się to często tragicznie - śmiercią, a autor z pasją przytacza wiktoriańskie zwyczaje żałobne, a także opowiada o lękach związanych z grzebaniem żywcem. 

Temat chorób i śmiertelności rodzaju ludzkiego powraca w... łazience. Okazuje się bowiem, że naszym przodkom higiena nie była zbyt bliska. Jej skandaliczny brak dotyczył nie tylko niższych warstw społecznych, ale i tych całkiem oświeconych. Pozory jednak mylą. Łazienki w domach były rzadkością, mycie się nie było w modzie i jak lakonicznie stwierdza autor: „Gdy wszyscy śmierdzą, nikt nie śmierdzi”. Kolejne akapity poświęca jednakowoż toalecie, zgłębiając temat nieczystości (ścieki, szambo, kanalizacja) i rodzącej się świadomości, że brak higieny niesie ze sobą chorobę i śmierć.

Choć nie do końca wiadomo co było przyczyną śmierci człowieka z lodu czyli Otzi, to otwiera on interesujący rozdział poświęcony garderobie. Mowa w nim o ubraniach, o rozmaitych tkaninach, a także o fryzurach i o perukach czyli o modzie, zarówno damskiej jak męskiej.

Pokój dziecięcy jest pretekstem do opowiedzenia dość smutnej w sumie historii dzieciństwa. Mowa tu o zarówno o dzieciach, jak i o rodzicach. Jest o wysokiej śmiertelności dzieci, jest o ich ciężkiej, niewolniczej pracy i braku ochrony prawnej. Jest też o niezrozumiałym dziś okrucieństwie wobec dzieci, dyscyplinie, bezwzględnym posłuszeństwie rodzicom. 

Książkę zamyka strych, gdzie spotkamy Darwina, zapoznamy się z tematem ochrony przeszłości - wbrew pozorom Brytyjczycy wcale nie mają aż tak pięknej tej karty w historii.

I tak właściwie, gdyby podsumować tę lekturę, to choć zawiera ona mnóstwo faktów, niezupełnie jest tym co zapowiada. Bo nie jest to opowieść o domu. Dom jest tu jedynie pretekstem. „W domu. Krótka historia rzeczy codziennego użytku” to opowieść o tym jak szybka i gwałtowna zmiana dokonała się na przestrzeni 200-300 lat. Jak nieprawdopodobnie zmienił się świat i ludzkie życie. Jak wielu było ludzi mądrych, otwartych, odważnych, nieustraszonych, ciekawych a niejednokrotnie szalonych, i jak dzięki ich odkryciom i wynalazkom wszystkie te zmiany były możliwe. 
A że Bill Bryson to urodzony gawędziarz czyta się owe 500 stron znakomicie. Sprawdźcie sami.

I like design na facebooku - zapraszam. 

16:15, piece_of_glass , book
Link
niedziela, 27 kwietnia 2014
Northern Delights

'Northern Delights' to jedna z najpiękniejszych książek o skandynawskim wzornictwie jakie znam. a jeśli dodam, że autorką jest Emma Fexeus to nie powinno być już wątpliwości, że album stworzony został przez osobę znakomicie znającą temat. Emma jest autorką jednego z najpopularniejszych blogów skandynawskich emmas designblog.

 

fot. piece_of_glass/Agata Ziółkiewicz

album podarowała mi sama Emma kiedy spotkałyśmy się w Kopenhadze. po prostu zapytała i przywiozła. i nie tylko mnie, ale także pozostałym blogerom z naszej grupy. to może nic takiego, ale trzeba było widzieć drobną Emmę i jej wielką walizkę! ;) tak, Emma jest naprawdę niesamowita.

'Northern Delights' to książka, która opowiada, zarówno poprzez obraz - piękne zdjęcia, jak i tekst - komentarz Emmy, wywiady z projektantami, o tym czym jest skandynawski design. co sprawia, że jest tak unikatowy, oryginalny, ponadczasowy i uniwersalny. 

na kolejnych stronach przyglądamy się z bliska wzorom wnętrz, mebli, oświetlenia, grafiki i wielu innych przedmiotów zaprojektowanych w Szwecji, Finlandii, Norwegii i Danii. widzimy jak duże znaczenie ma funkcjonalność, wygoda, ile znaczy światło i przestrzeń. a także doskonała jakość wykonania, naturalne materiały, prostota. to wszystko z czego słynie Skandynawia.

 

 



ogromny zakres materiału podzielono na cztery rozdziały: Classic Beauty, Extra Light, Raw Edges i All So Bright. trudno z nich wybrać najbardziej interesujący. każda kolejna strona to nowe pomysły na mieszkanie, piękne przedmioty, inspiracje, pokazujące nie tylko sposób urządzania wnętrz, ile styl życia.

 

 

 


Arne Jacobsen, Alvar Aalto, Finn Juhl, Hans J Wegner, Norm Architects, Front Design, Artek, Fritz Hansen, Gubi, Hay, Ferm Living, House Doctor - to tylko niektóre nazwiska, firmy, marki, projektanci, których projekty/przedmioty pojawiają się na kartach 'Northern Delights'. 

wiele z tych skandynawskich firm jest już na polskim rynku, o kilku opowiadałam też na blogu relacjonując moją duńską przygodę. także wiele zdjęć może być dobrze wam znanych, czy to z I like design czy innych stron i blogów, które śledzicie. 
niemniej jednak całość i spójność projektu jest imponująca. bardzo podoba mi się sposób w jaki Emma połączyła tematy, wątki, inspiracje. trzeba dodać, że jej estetyczne preferencje są tu też zaznaczone, aczkolwiek dyskretnie. jednakże to ona (współ)decydowała o wyborze zdjęć, firm, układzie całości, treści książki. dla mnie to bardzo autorska rzecz, tym bardziej dziwi brak nazwiska autorki na stronie tytułowej (pojawia się dopiero w stopce redakcyjnej jako redaktor tomu).

 




to czym mnie ta książka zaskoczyła to ostatni rozdział, o kolorze. w powszechnym przekonaniu Skandynawia to biel, szarości, pastele. tymczasem to także odważnie użyty kolor. dobrze jest też zwrócić uwagę także na ciekawe zestawienia barw, faktur, materiałów.

 

fot. gestalten.com

'Northern Delight' to wielka przyjemność dla oka, naprawdę, nawet jeśli zna się temat dobrze i porusza się w nim niemal na co dzień (jak ja). to książka, która budzi tęsknotę by żyć podobnie jak Skandynawowie: prościej, lepiej, ładniej, bardziej praktycznie. warto mieć ją pod ręką, przeglądać od czasu do czasu, cieszyć oczy. 

Northern Delights
ed. by Emma Fexeus, Sven Ehmann
Gestalten
, 2013
 

I like design na facebooku - zapraszam. 

18:25, piece_of_glass , book
Link
 
1 , 2