Instagram
follow me on Pinterest
follow on Bloglovin



AUTORKA

width="190"

KONTAKT piece_of_glass(at)gazeta.pl



Zawartość bloga: notki, wybór tematów oraz zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, z wyjątkiem tych których jestem autorką. Zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note:
I do not have any rights to most photos featured on this page apart from those I took myself. All photos are credited to their rightful owners.





BLOG JEST AMBASADOREM
ŁÓDŹ DESIGN FESTIWAL

Łódź Design Festiwal




polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
poniedziałek, 21 lipca 2014
wakacyjny moduł

nieduży, drewniany, idealny na wakacje.
rzecz jasna - duński, choć właściwie mógłby być i szwedzki.
modułowy domek z prefabrykatów. 
firma Lykke + Nielsen proponuje domek, który już w sześć tygodni od złożenia zamówienia będzie gotów do zamieszkania. ilość i rozmieszczenie modułów zależy od kupującego, opcji jest kilka. ten na załączonych niżej obrazkach brałabym od razu.
(kto wie, może wygram te 22 miliony w kumulacji lotto?) 

 

fot. via: gardenista.com

to zdjęcie powyżej miałam od dawna w mojej kolekcji na pinterest.
idealna sceneria weekendowo-wakacyjna.

 

 

fot. gardenista.com

duże okna pozwalają na bliski kontakt z przyrodą nawet w niepogodę. ogromna sofa zaprasza do odpoczynku przed kominkiem.
w sypialni okno na las, a po schodach jeszcze jedna sypialnia pod dachem.
prosto, funkcjonalnie, bez zbędnej filozofii. za to lubię Skandynawów. 

 

 

 

 

 

fot. via: gardenista.com

inne domki wakacyjne:
w Skanii
mały czarny o pięknym wnętrzu
- norweski
- drewniany, bez jednego gwoździa 
- jeszcze jeden duński, czarno-biały
- amerykański w stylu wiktoriańskim 
- szaro-beżowy, również duński 

z powyższego zestawienia wynika, że taki domek to marzenie nie od wczoraj, i nie tylko moje. wam też się marzy? jaki? który ulubiony?

I like design na facebooku - zapraszam. 

23:28, piece_of_glass , inside
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 lipca 2014
Puchatek i Nendo

skoro poprzednia notka była o miodku, to ta będzie o jego największym miłośniku czyli o Puchatku!

Puchatek i Nendo - dwie różne bajki? 
niby tak, ale jednak nie.
opowieść o Kubusiu Puchatku zna niemal każde dziecko, a designerską opowieść Nendo większość tych co kochają minimalizm w japońskiej wersji.
i te dwie opowieści spotkały się.
bowiem Walt Disney Japan (to jeszcze inna bajka), zamówił u japońskiego projektanta szklane naczynia wykorzystujące motyw puchatkowy. ale, że do współpracy wybrano Nendo, nie ma tu mowy o banale.

 

fot. via: dezeen.com

szklanki z podstawkami, słoiki (bo jakżeby inaczej), butelka z korkiem.
przejrzyste szkło jako baza i silikonowe żółte części jako uzupełnienie. i cały urok w tych żółtych dodatkach! bowiem zamiast skupiać się na szklanych opakowaniach, Nendo uwagę skierowało na przykrywki i podstawki. to tu znajdziemy naszego małego bohatera, jego świat i jego przygody.

 

 

 

 

fot. via: dezeen.com

I like design na facebooku - zapraszam.  

22:18, piece_of_glass , things
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 lipca 2014
miejsce na klucze

'honey, I'm home' - kochanie, wróciłam/em! 
honey oznacza w języku angielskim także miód, a skoro miód to pszczoły i plaster na którym zbiera się ta cała słodycz. i taki właśnie plaster stał się inspiracją do stworzenia miejsca na klucze.

 

fot. behance.net

bo skoro każdy z nas ma swoje miejsce w domu, to dobrze było by też klucze trzymać w jednym, niezmiennym miejscu.
a takie miejsce też może być dekoracyjne. o tym próbują nas przekonać Luz Cabrera i Malorie Pangilinan swoim projektem honey, I'm home.


 

fot. behance.net

I like design na facebooku - zapraszam. 

18:17, piece_of_glass , things
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 lipca 2014
w domu. krótka historia rzeczy codziennego użytku

„W domu. Krótka historia rzeczy codziennego użytku” Billa Brysona to opowieść wcale nie krótka, niemal 500 stron tekstu, pełna odkryć małych i dużych, często zaskakujących. Historia przedmiotów, ale i ludzi. Przemian nie tylko społecznych, ale i obyczajowych. 

Bill Bryson zaprasza nas do domu. Swojego domu, na starą plebanię, której wnętrza i zakamarki służą mu za ramę opowieści o tym jak niezwykle zmienił się świat, zarówno w skali mikro jak i makro. Bowiem wychodząc z angielskiej prowincji, a mając w zanadrzu swoje amerykańskie pochodzenie, autor zabiera nas w podróż, dzięki której dowiemy się mnóstwo i docenimy to co mamy, nasze cztery kąty, choćby najskromniejsze.

 


Niełatwo jest napisać recenzję książki tak bogatej, pełnej faktów, szczegółów, ciekawostek. To tom popularno-naukowy w najlepszym tego słowa znaczeniu. Szerokie horyzonty autora, ogrom wiedzy, niezwykła dociekliwość, a także przenikliwość i inteligencja sprawiają, że książkę czyta się znakomicie. Jednak nie polecam lektury jednym haustem, dobrze jest sobie tę wiedzę dozować, mało tego - uzupełniać własnymi poszukiwaniami, choćby fotografii czy rysunków ilustrujących czytany tekst. Spróbuję napisać co „W domu” można znaleźć, ale jako że książka spora, to i skrót nie będzie krótki. 

Rozdziały książki to kolejne pomieszczenia na plebanii. Są one zaledwie pretekstem do rozpoczęcia opowiadania. Ale zanim historia się zacznie, ustalamy czas i miejsce akcji. Rok przełomowy - 1851. Odwiedzamy legendarny Crystal Palace i Wielką Wystawę, która stała się symbolicznym początkiem nowej ery w dziejach ludzkości, nadejściem rewolucji przemysłowej, ale też i społecznej, obyczajowej. Miejsce: Anglia, choć tak naprawdę zjedziemy świat wzdłuż i wszerz. Warto jednak pamiętać czytając tę książkę, że jest ona napisana z perspektywy brytyjsko-amerykańskiej, co oznacza, że wiele kwestii wyglądało nieco inaczej na kontynencie, o czym wspomina się w posłowiu.

 


Wejdźmy zatem w zacne progi angielskiego domostwa. Z holu autor zabiera nas do średniowiecza, by zajrzeć do początków domu. Poprzez historię podłogi, okien i drzwi zaprowadzi nas do pałaców. 

W kuchni czeka na nas opowieść o jedzeniu, która jednak zaczyna się przewrotnie: czytamy m.in. o tym jak oszukiwano na chlebie. Chwilę później chłodzimy się lodem i tym jak można było na lodzie zarobić fortunę, po czym wynika ważny temat przechowywania żywności. Na kolejnych stronach: jak przygotowywano posiłki, jak gotowano, co jadano czyli wyczerpująco o wiktoriańskich obyczajach kulinarnych.

Pomywalnia i spiżarnia to domena służby i to im właśnie poświęcony jest rozdział piąty. Przeczytamy w nim o ogromie prac jakie wykonywała służba: pranie, sprzątanie, gotowanie... wszystko ręcznie, wszystko z najwyższą starannością. A stosunki z pracodawcami pozostawiały wiele do życzenia.

Następnie, przechodząc do kolejnego pomieszczenia, zatrzymujemy się dłużej przy skrzynce z bezpiecznikami. Tak, będzie o elektryczności i o tym jak przez bardzo długi czas radzono sobie bez niej.

Rozdział siódmy to salon, czyli o wygodzie. Choć zaczyna się tematem uprawy roli i hodowli zwierząt, powoli przechodzi do fascynującej opowieści o niezwykłych cudach architektury, które łączyły w sobie sztukę i ekstrawagancję, odwagę i szaleństwo. I choć większość nie przetrwała do dziś, to wciąż pobudzają wyobraźnię. Blenheim, Fonthill Abbey, Strawberry Hill. Znajdziemy tu także słów kilka o rodzajach drewna i ich zastosowaniach, tak, i o formach mebli też (pan Chippendale się kłania).

Przechodzimy do jadalni. Wprawdzie temat jedzenia już poruszono, ale tym razem czeka nas pasjonująca podróż w świat przypraw i odkryć geograficznych, co ściśle się ze sobą łączy. Sól, pieprz, cukier, a także inne przyprawy. Jaką dietę stosowano, jakie znaczenie miały witaminy a raczej ich brak, a także inne pierwiastki. Skąd się wziął zwyczaj picia kawy, a skąd dotarła herbata? XIX wiek to czas uginających się stołów, ale nie tyle od ilości jedzenia, ile rozmaitości porcelany, przeróżnych elementów zastawy stołowej, co wiązało się też ze skomplikowaną etykietą przy stole.

Z jadalni kroki kierujemy do piwnicy. W tym rozdziale czeka nas krótka historia materiałów budowlanych. Gdzie i jak wynaleziono wodoodporny beton? Jak wykorzystywano drewno, cegły, kamień. Co przyniosły ze sobą żelazo i stal?

Odpowiedź znajdziemy w... korytarzu. Rozdział dziesiąty zaczyna historia, nieco odmienna od tej oficjalnej, pana Eiffela i jego słynnej wieży. A z Paryża przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, które w szalonym tempie wyrastają na światowe imperium. Dzieje się to dzięki stali. Rodzą się wielkie fortuny, rodzi się bogactwo Amerykanów, którzy wkrótce przejmą pokojowo władzę jeśli nie nad światem, to przynajmniej nad Europą. Pokojowo to znaczy poprzez pieniądze, sieć interesów i małżeństw z biedniejącą arystokracją brytyjską. W tym rozdziale dowiemy się też o tym jak wynaleziono telefon.

Z wielkiego świata wracamy na plebanię i oto jesteśmy w gabinecie. Ale nie spodziewajcie się przyjemnych tematów. Strony zapełniają myszy, szczury i całe mnóstwo innych stworzeń „domowych”. Jest o pluskwach, wszach, zarazkach różnego rodzaju. Jest też o ćmach, szarańczy i nietoperzach. I jest, wbrew pozorom, bardzo ciekawie.

Ale wyjdźmy na świeże powietrze, do ogrodu. Kolejny rozdział zaznajomi nas z tematem ogrodnictwa i architektury ogrodowej. Od poszukiwania nowych gatunków roślin, poprzez trawniki, nawozy, aż po cmentarze i parki. 

A skoro na zewnątrz piękniało, to i wewnątrz także. W pokoju śliwkowym czeka nas opowieść o architekturze, aranżacji i dekoracji wnętrz. 

 

fot. piece_of_glass/Agata Ziółkiewicz

Schody to najbardziej niebezpieczna część domu. Zresztą, nie tylko schody rodziły zagrożenia zdrowia i życia. Niechlubną kartę zapisały też tapety i farby, które podtruwały i zatruwały życie mieszkańców domów.

Zrobiło się trochę strasznie, prawda? Ale oto jesteśmy w sypialni. Tu gdzie ludzie się rodzili i gdzie umierali. Łóżko to podstawowy element tego wnętrza. Jak spano, gdzie, z kim? O tym w tym rozdziale. A skoro sen to i seks. Ale przyjemności tu niewiele. Wszystkiemu winne obyczaje. Mało tego, przeczytamy naprawdę przerażający wycinek z długiej (i wciąż nienapisanej) historii kobiet: o braku znajomości anatomii i fizjologii, o chorobach, operacjach, znieczuleniu czy raczej jego braku. Historia zdrowia i choroby dotyczy też mężczyzn i niejednokrotnie włos się jeży na głowie. Kończyło się to często tragicznie - śmiercią, a autor z pasją przytacza wiktoriańskie zwyczaje żałobne, a także opowiada o lękach związanych z grzebaniem żywcem. 

Temat chorób i śmiertelności rodzaju ludzkiego powraca w... łazience. Okazuje się bowiem, że naszym przodkom higiena nie była zbyt bliska. Jej skandaliczny brak dotyczył nie tylko niższych warstw społecznych, ale i tych całkiem oświeconych. Pozory jednak mylą. Łazienki w domach były rzadkością, mycie się nie było w modzie i jak lakonicznie stwierdza autor: „Gdy wszyscy śmierdzą, nikt nie śmierdzi”. Kolejne akapity poświęca jednakowoż toalecie, zgłębiając temat nieczystości (ścieki, szambo, kanalizacja) i rodzącej się świadomości, że brak higieny niesie ze sobą chorobę i śmierć.

Choć nie do końca wiadomo co było przyczyną śmierci człowieka z lodu czyli Otzi, to otwiera on interesujący rozdział poświęcony garderobie. Mowa w nim o ubraniach, o rozmaitych tkaninach, a także o fryzurach i o perukach czyli o modzie, zarówno damskiej jak męskiej.

Pokój dziecięcy jest pretekstem do opowiedzenia dość smutnej w sumie historii dzieciństwa. Mowa tu o zarówno o dzieciach, jak i o rodzicach. Jest o wysokiej śmiertelności dzieci, jest o ich ciężkiej, niewolniczej pracy i braku ochrony prawnej. Jest też o niezrozumiałym dziś okrucieństwie wobec dzieci, dyscyplinie, bezwzględnym posłuszeństwie rodzicom. 

Książkę zamyka strych, gdzie spotkamy Darwina, zapoznamy się z tematem ochrony przeszłości - wbrew pozorom Brytyjczycy wcale nie mają aż tak pięknej tej karty w historii.

I tak właściwie, gdyby podsumować tę lekturę, to choć zawiera ona mnóstwo faktów, niezupełnie jest tym co zapowiada. Bo nie jest to opowieść o domu. Dom jest tu jedynie pretekstem. „W domu. Krótka historia rzeczy codziennego użytku” to opowieść o tym jak szybka i gwałtowna zmiana dokonała się na przestrzeni 200-300 lat. Jak nieprawdopodobnie zmienił się świat i ludzkie życie. Jak wielu było ludzi mądrych, otwartych, odważnych, nieustraszonych, ciekawych a niejednokrotnie szalonych, i jak dzięki ich odkryciom i wynalazkom wszystkie te zmiany były możliwe. 
A że Bill Bryson to urodzony gawędziarz czyta się owe 500 stron znakomicie. Sprawdźcie sami.

I like design na facebooku - zapraszam. 

16:15, piece_of_glass , book
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 296